Miesięczny KURS STRATEGII ODCHUDZANIA 16 lekcji!

Zgadzam się z Polityką Prywatności

wtorek, 6 kwietnia 2010

Wiem, czego chcę.

Jak mi się nie chce...
Ile razy mówiłem sobie to zdanie?
Jak wygląda ten mechanizm? Nie chce mi się - jest stanem uczuciowym, mającym podłoże w psychice i reakcjach organicznych. Jeżeli np. za piętnaście minut mam iść pobiegać, to myśl ta powoduje skojarzenie nasycone uczuciem, które następnie jest obrabiane przez rozum. Gdy ostatnie treningi wspominam niemiło, myśl o kolejnym będzie napawać mnie niechęcią i odwrotnie. Natomiast często zdarza się że: teraz dokładnie w tej chwili - gdy na przykład siedzę sobie wygodnie w fotelu - nie chce mi się biegać, ale wiem że gdy tylko troszkę się rozruszam, nastawienie diametralnie się zmieni. Można to nazwać przełamywaniem się. Oznacza to sytuację odczuwania niechęci do momentu gdy zaczniemy coś robić, wtedy odzyskujemy wigor i zapał. Jaki to ma związek z życiem?
Otóż, gdy masz z góry określone i zapisane cele jakie chcesz osiągnąć w życiu, możesz świadomie stosować metodę przełamywania się nie rozpraszając energii na sytuacje i zdarzenia poboczne. Po prostu przełamuj się w tym do czego dążysz.

4 komentarze:

robaczek pisze...

jestem tu nowa, zatem witam szanownego blogowicza :)
jestem ateistką o dość tolerancyjnym podejściu do ludzi i życia, ale zawsze chętnie czytam i dyskutuję na wiele tematów z tym związanych. chyba trafiłam w odpowiednie miejsce ;)

bardzo mądre jest to, co napisałeś o przełamywaniu się. tylko, że czasami jest naprawdę ciężko się przełamać, zmusić do czegoś, i to bynajmniej nie dlatego, że jest to nieprzyjemne. po prostu odpycha... czasami trzeba odpocząć, żeby się nie wypalić. takie małe wakacje, gdy coraz ciężej przychodzi nam przełamywanie się. źle myślę?

Rafał Kraśnicki pisze...

To co napisałaś daje do myślenia. Jednak za bardzo ogólnie postawiłaś sprawę. Dlatego zobaczmy to na konkretnym przykładzie:
Zawodniczka fitness ma osiem tygodni do zawodów. Ma zejść z 17%Bf na 6%Bf. W związku z tym planujemy dietę uwzględniając kolejne etapy tych ośmiu tygodni, rozpisujemy trening, ustalamy system regeneracji i użycie ewentualnych suplementów. Teraz przychodzi czas na wykonanie planu: czyli motywacja, nastawienie, medytacja i do dzieła. Mamy osiem tygodni. Na bank w ciągu pierwszych dwu tygodni dojdzie do pierwszego niewielkiego kryzysu. Jednak da się go łatwo przełamać. Następne będą mocniejsze, aż przed samymi zawodami jest najtrudniej. Lecz właśnie wtedy nie możemy zrobić sobie wakacji, trzeba wykonać plan, pozytywnie się mobilizować i przeć do przodu.
Dopiero po zawodach przychodzi czas na odpoczynek od tego rytmu, jednak nie wcześniej. Więc zgadzam się że małe wakacje się należą, lecz po osiągnięciu celu. A Ty, czy wyznaczasz sobie konkretne cele w życiu?

robaczek pisze...

Racja. Przykład bardzo dobry, tutaj małe wakacje mogłyby tylko zaprzepaścić szansę.

Oczywiście, że stawiam sobie cele i staram się je osiągnąć. Przełamuję się, prę do przodu, aż w końcu przychodzi moment, że muszę odpocząć. Po prostu w pewnym momencie czuję, że nawet jeśli siądę i zacznę chociażby pisać książkę, nie wyjdzie mi ona dobrze. Nie tak, jakby wyszła, gdybym odpoczęła. Nawet jeśli będę dawać z siebie wszystko. Nawet na przykładzie zawodniczki - gdyby trening miał trwać pół roku, mogłaby dojść do takiego momentu, że kolejne ćwiczenia robi tylko i wyłącznie z przymusu. Z obowiązku, który przesłoni cel i niestety wpłynie na efekt. I choć przełamie się i dokończy trening, może osiągnąć gorsze wyniki.

To nie jest proste, znaleźć moment, w którym trzeba na chwilę odpuścić. Jedno wiem na pewno - nie da się żyć na wysokich obrotach przez cały czas.

Rafał Kraśnicki pisze...

Kluczem do wiedzy kiedy trzeba, czy należy odpuścić jest poznanie samego siebie. Myślę że niedługo parę słów na ten temat opublikuję.
Pozdrawiam.

Co spędza ci sen z powiek gdy myślisz o odchudzaniu?